Ryszard Grzywacz Jelenia Góra, Książnica Karkonoska, 18-2-2026
Przygotowując się do tego wystąpienia, poprosiłem o pomoc Bruno Schulza. Zgodził się.
„Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste. Każdy fragment rzeczywistości żyje dzięki temu, że ma udział w jakimś sensie uniwersalnym. Stare kosmogonie wyrażały to sentencją, że na początku było słowo. Nienazwane nie istnieje dla nas. Nazwać coś --- znaczy włączyć to w jakiś sens uniwersalny.”
Nazwać coś zatem, to stworzyć coś… przywołać z niebytu śmiertelnej pamięci. Zmaterializować na przykład kraj lat dziecinnych „piękny i czysty jak pierwsze kochanie” z jego genius loci poniemieckiego zrujnowanego miasteczka z widokiem na tajemnicze jeszcze Karkonosze. Wszystko tu (domy, ulice, krawężniki, kościoły, okna, drzwi…) już było czyjeś, jest odziedziczone, używane. Jesteśmy tu wszyscy z second handu. Tak jak słowa w poezji. Schulz:
„Słowo w potocznym dzisiejszym znaczeniu jest już tylko fragmentem, rudymentem jakiejś dawnej wszechobejmującej, integralnej mitologii. Dlatego jest w nim dążność do odrastania, do regeneracji, do uzupełniania się w pełny sens. Życie słowa polega na tym, że napina się ono, pręży do tysięcy połączeń, jak poćwiartowane ciało węża z legendy, którego kawałki szukają się wzajemnie w ciemności”
I jak tak się chodzi po tych Cieplicach kilkadziesiąt już lat i patrzy, jak miejsca obrastają powoli w nowe znaczenia zdarzeń, dzieci, odchodzących rodziców, coraz bardziej przerażającej samotności, miłości, …zdrady…
…więc jak tak się kilkadziesiąt lat… to rodzi się chęć nazywania – tworzenia tych pierwotnych i prawdziwszych wewnętrznych Cieplic, które nie istnieją bez parków, Edwarda, Lalki, Janka Chrzciciela czy Zbawiciela…
Jeździmy do Krakowa, Zakopanego, Lublina czy Kazimierza, żeby pooddychać owym genius loci tych pięknych miast, których historię i właśnie ów geniusz pisały wielkie nazwiska. Cieplice nadają się do tego towarzystwa jak mało które miasteczko. Pamiętam, kiedy bardzo marzyłem, żeby studiować w Krakowie, przywiozłem sobie z Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego kamyk na szczęście.
Zadziałał. Ale gdy po kilku latach stanąłem z dyplomem na Gołębiej – nie miałem wątpliwości, dokąd się udać i na falach którego genius loci nadaję i odbieram. Gdzie jest moje DNA. Mam, jak my wszyscy ciepliczanie, na stałe w oczach Kotły a w płucach dym cieplickiego smogu. Jestem Ścieplitz
i jestem Cieplicom winny ten skromny chociaż piękny tomik, za który bardzo dziękuję niezastąpionej Pani Reginie Chrześcijańskiej! Dodam jeszcze, że zdjęcia obrazów do książki wykonał Tomasz Raczyński.
Serdecznie dziękuję, że zechcieli Państwo być tu ze mną
i spotkać się z tymi wyzwolonymi znów słowami…
I jeszcze Schulz:
„Ale gdy jakimś sposobem nakazy praktyki zwalniają swe rygory, gdy słowo, wyzwolone od tego przymusu, pozostawione jest sobie i przywrócone do praw własnych, wtedy odbywa się w nim regresja, prąd wsteczny, słowo dąży wtedy do dawnych związków, do uzupełnienia się w sens --- i tę dążność słowa do matecznika, jego powrotną tęsknotę, tęsknotę do praojczyzny słownej, nazywamy poezją. Poezja --- to są krótkie spięcia sensu między słowami, raptowna regeneracja pierwotnych mitów.”
„…Poeta przywraca słowom przewodnictwo przez nowe spięcia, które z kumulacji powstają. Także obraz jest pochodną słowa pierwotnego, słowa, które jeszcze nie było znakiem, ale mitem, historią, sensem.
Uważamy słowo potocznie za cień rzeczywistości, za jej odbicie. Słuszniejsze byłoby twierdzenie odwrotne: rzeczywistość jest cieniem słowa.”
Także obraz jest pochodną słowa pierwotnego… Słyszymy Schulza… No właśnie! Żeby nie było tak swojsko, nie w swoim tylko gronie, tautologicznie, żeby mówić o Cieplicach przy otwartym oknie i świeżym powietrzu – zaprosiłem do współpracy naszego przyjaciela Andrzeja Sharana z Wrocławia.
Uznany ten artysta był kiedyś (jeszcze nie malował!) w Cieplicach przez godzinę. Nie wiedział nic. O to chodziło. Chciałem świeżej perspektywy. Ja mu wysyłałem wiersze i zdjęcia – on malował nasze miasteczko. Dlatego właśnie obrazy te są bezcenne. Bo one są prawdziwe. One naprawdę stwarzają na naszych oczach miejsca, które tak dobrze niby znamy… Cieplice in statu nescendi…Jak drohobyckie wszechświaty Schulza…Miałem wielkie szczęście, że Andrij się zgodził malować w tak karkołomnych warunkach artystycznych. Ale eksperyment się powiódł, bo Andrzej Sharan to mistrz…. Dziękuję!
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński
Fot. Tomasz Raczyński